Bartosz Wawryszuk: W Polsce mamy problem z suszą hydrologiczną. Wrocław oczywiście też jest miejscem, gdzie to zjawisko występuje. Czy możemy stwierdzić, jakie są przyczyny tego zjawiska w naszym mieście?
Dr Krzysztof Chudy z Wydziału Geoinżynierii, Górnictwa i Geologii Politechniki Wrocławskiej, członek Stowarzyszenia Hydrogeologów Polskich, prowadzi profil „Okiem Hydrogeologa”: Przyczyna jest cały czas ta sama - deficyt opadów. Jeżeli nie mamy opadów, czyli nie mamy pierwotnego źródła wody w systemie, to niezależnie od tego, gdzie jesteśmy na terenie Polski, ten problem będzie tak samo widoczny.
We Wrocławiu tak jak w innych miastach, przyczyną jest brak opadów, ale też mało śniegu w górach i brak zasilania rzek w czasie roztopów wiosennych. To jest zmiana widoczna w ostatnich latach.
Kiedyś na wiosnę było mokro. Od pewnego czasu wiosny to są okresy suszy. Mamy kolejny rok, kiedy na wiosnę notujemy suszę hydrologiczną, a potem lato przynosi dużą sumę opadów. Niestety tego nie widać po średnich opadach rocznych. Nie widać tego, że mamy przez pół roku sucho, a przez pół roku mokro. A to jest właśnie niebezpieczna zmiana.
Zatem rozkład opadów na poszczególne miesiące jest niekorzystny?
Tak, zmienia się, to oczywiście wymaga szerszych badań, ale z moich obserwacji wynika, że właśnie od kilku lat mamy suche wiosny. A potem mokre lato i jesień. Chociażby w 2024 roku, kiedy mieliśmy powódź. Było sucho bardzo długo, nie było śniegu, po czym przyszedł sierpień, wrzesień, kiedy te opady były nagle bardzo obfite i mieliśmy powódź.
Czy te susze są wynikiem zmian klimatu?
Na pewno, możemy dyskutować tylko, kto i co za nie odpowiada i to jest szeroki temat, mocno kontrowersyjny. Ja na to patrzę szeroko, bo zmiany klimatyczne w przeszłości geologicznej występowały i to widać w osadach, które w różnych środowiskach się tworzyły.
Drugim elementem są zmiany antropogeniczne, czyli człowiek, który prowadził działania szczególnie w okresie rozwoju przemysłu w XIX i XX wieku. Możemy dyskutować w jakich proporcjach te elementy zmieniły klimat, natomiast to jest złożony proces. A wszelkie upraszczanie niestety prowadzi do radykalizacji dyskusji.
Pana zdaniem, gdzie we Wrocławiu mamy największy problem, jeśli chodzi o suszę w kontekście rzek i zbiorników wodnych?
Pamiętajmy, że Wrocław jest miastem, które cały czas się rozwija, więc musimy oddzielić to, co jest naturalne, od tego, co zostało wybudowane oraz od wpływu tej zabudowy. Dlatego na razie możemy tylko ostrożnie wskazywać, gdzie jest większy problem, jak np. w Parku Szczytnickim. W innych częściach miasta też te problemy są. Widzimy je na Kozanowie, gdzie staw jest teraz bardzo płytki oraz w Stawie Pilczyckim, który wysycha, a gdzie obecnie prowadzony jest projekt MPWiK, który ma poprawić bilans wodny.
A żeby mówić, że ta czy inna część miasta jest zagrożona, trzeba jeszcze uwzględnić geologię i dołożyć wpływ Wrocławskiego Węzła Wodnego - bo to jest bardzo istotny czynnik. Jeżeli mamy stopień wodny, to jego praca potrafi wpływać o metr, dwa, a czasem nawet trzy metry na poziom wód podziemnych w jego pobliżu.dr Krzysztof Chudy
Dlatego Wrocław jest bardzo ciekawym laboratorium z mojego punktu widzenia, bo mamy Odrę, która przez wieki zmieniała swoje koryta, mamy Wrocławski Węzeł Wodny bardzo mocno rozbudowany, złożony z wielu urządzeń - i to wszystko trzeba wziąć pod uwagę, bo inaczej wnioski będą bardzo ubogie albo wręcz błędne.
I mogą zafałszować obraz sytuacji w całym mieście?
Nie tyle zafałszować, bo my widzimy końcowy efekt. Nie widzimy zaś tego, co się działo wcześniej - przyczyny. Reagujemy już na efekt, który widoczny jest na powierzchni ziemi.
No bo kiedy ludzie zaczynają mówić o wodzie najczęściej? Kiedy brakuje jej w kranie, kiedy rośliny schną i kiedy w zbiornikach, nad które codziennie chodzimy, coś się dzieje - na przykład wysychają. I to jest główny problem z wodami podziemnymi, że ich nie widać.
O tym trudno się mówi, bo one są pod ziemią, ich nie widać - dopóki problem nie wychodzi na powierzchnię. Wtedy ludzie na nie zwracają uwagę, dlatego staramy się to zmienić i mówić jak najszerzej o wodach podziemnych.
Przy niskim poziomie wody w zbiornikach wodnych, pojawia się też kwestia zamulenia, które wtedy się w pełni uwidacznia. Powinno się czyścić koryta rzek i inne akweny z mułu czy nie?
Przez wiele osób muł bywa kojarzony z czymś nieestetycznym albo uciążliwym – z czymś co źle wygląda. Dla geologa to jest osad korytowy. Pełni ważną funkcję. Rzeka niosąc osad tworzy w korycie pewną strefę tego drobnego osadu, co nazywamy potocznie mułem, a on pełni bardzo ważną rolę. Przede wszystkim ma znacznie niższą przepuszczalność wody.
Jeśli pod wodą mamy na przykład piaski, to ta woda będzie szybko znikała. Natomiast muł - ten osad przykorytowy - jest słabo przepuszczalny i powoduje, że woda znacznie wolniej filtruje do skał, do gruntu. Osady denne ograniczają odpływ wody. Z punktu widzenia zbiorników wodnych jest to bardzo dobry proces, jeżeli taki osad jest mało przepuszczalny.dr Krzysztof Chudy
Można wobec tego poczytywać za błąd, jeśli ktoś chciałby koryto rzeki czyścić z mułu?
Jeżeli nie zrobi badań, nie określi jak dużo jest tego mułu i jak wpłynie usunięcie go na koryto rzeki, to jest błąd. Jeżeli zrobi takie badania i uzna, że np. usunięcie połowy warstwy nie wpłynie na przepływ wody do warstwy wodonośnej, to to nie jest błąd. Wszystko zależy od tego, czy mamy wiedzę i dane i umiemy to odpowiednio zrobić.
W przyrodzie nie ma prostych schematów. Dlatego trzeba edukować ludzi, że coś nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem, bo każdy przykład jest inny, na każdy trzeba spojrzeć szerzej.
Czyli z mułem trzeba po prostu postępować rozważnie.
Z punktu widzenia hydrobiologicznego jest to osad naturalny, więc co do zasady nie powinno się go ruszać bez potrzeby. Natomiast jeśli przeszkadza estetycznie, bo są niskie stany albo coś jest w tym mule, co powoduje na przykład, że on zaczyna wydzielać gazy, co czasami może się zdarzać, to należy rozważyć usunięcie. Najpierw trzeba jednak ocenić jego grubość i zbadać, ile tego mułu powinno zostać.
Widziałem ostatnio, że MPWiK zastosowało drona do tego, by ocenić grubość osadu w stawach infiltracyjnych na terenach wodonośnych.
Zatem wiedza musi prowadzić do rozwiązań i to nie tylko ogólna czy akademicka, ale bardzo szczegółowa.
Miasto od jakiegoś czasu stara się zachęcić ludzi do gromadzenia deszczówki na przykład działkowców i właścicieli domów jednorodzinnych. Czy takie działania są pomocne w kontekście suszy hydrologicznej?
Każde takie działania są sensowne i tu należy miasto pochwalić za takie działania i ich promowanie. Wtedy korzystamy z wody deszczowej na własne potrzeby i ona nie spływa do kanalizacji. A problemem, który pojawia się przy zmiennym układzie opadów, jest kanalizacja deszczowa, która była projektowana pod inne natężenie opadów. Obecnie podczas deszczów nawalnych sieć burzowa nie jest w stanie odebrać takiej ilości wody. Więc każdy litr wody, który nie trafia do kanalizacji, odciąża system.
Taką rolę mogły by też pełnić zbiorniki wodne, tylko wymagało by to przeprojektowania sieci. Część wody opadowej z kanalizacji deszczowej powinna trafiać do stawów, żeby je zasilać i jednocześnie żeby nadmiar wody z opadów nawalnych nie popłynął do rzeki za szybko.
Przy tej okazji wspomnę o Stawie Pilczyckim, który został wybrany jako pilotażowy do projektu, „Zagospodarowanie wód opadowych i roztopowych - HOTSPOT - Staw Pilczycki”. Dzięki wspólnym działaniom mieszkańców, Rady Osiedla oraz MPWiK i Zarządu Zieleni Miejskiej powstała koncepcja zakładająca – w dużym skrócie - że wody spływające z dachów po opadach mają trafiać właśnie do tego akwenu, żeby uzupełnić poziom wody. Gdyby było ich za dużo – przeleją się do Ślęży. To z jednej strony odciąży sieć, a z drugiej strony poprawi bilans wodny stawu i pozwoli zadbać by nie wysychał. To ma dalsze konsekwencje, bo poprawi mikroklimat lokalny i będzie też dobrze odbierane społecznie.
Ten projekt jest o tyle ciekawy, że wody opadowe mogą być w sensowny sposób spożytkowane. Jednocześnie zabezpieczamy się na wypadek intensywnych, krótkich opadów, których standardowa sieć kanalizacyjna może nie być w stanie przejąć.
Musimy - ogólnie jako społeczeństwo - przechwycić jak najwięcej wody, odciążyć system kanalizacji, bo alternatywą jest rozbudowa kanalizacji deszczowej ponad obecne normy, co jest niemożliwe kosztowo, a w wielu miejscach również z uwagi na brak miejsca.dr Krzysztof Chudy
Władze miasta starają się też wprowadzać więcej zieleni i zastępować zieleńcami i skwerami powierzchnie pokryte brukiem i płytami chodnikowymi. To może jakoś wpłynąć na bilans wodny we Wrocławiu?
Owszem, potrzebujemy rozszczelnienia, tylko nie wszędzie się ono sprawdzi. Wrocław przez swoją historię wojenną ma w podłożu bardzo dużo gruntów nasypowych. Tak nazywamy miejsca, gdzie ziemia jest pełna resztek ze zburzonych kamienic i innych budynków. Co więcej, nie wszystkie takie grunty są przepuszczalne. Na zachodzie Wrocławia są grunty, które są nieprzepuszczalne. To są iły, czyli skały, których się bardzo często używa na przykład do uszczelniania składowisk.
Porównując - piasek przepuści nam nawet kilka metrów wody na dobę, a przy podłożu z mało przepuszczalnych iłów to będą milimetry w ciągu wielu lat. Więc też nie możemy jednego rozwiązania zastosować do całego miasta. Są rejony, gdzie to się bardzo dobrze sprawdzi i może nawet rozsączyć 50 proc. wody, czy nawet więcej. Z drugiej strony mamy obszary, gdzie nie rozsączymy nawet 1-2 procentów, bo fizycznie nie ma gdzie.
Jeśli mamy do czynienia z takim terenem, gdzie to podłoże jest ilaste, co wtedy można zrobić? Jest jakaś alternatywa?
W takich warunkach większe znaczenie mają zbiorniki retencyjne i przekierowanie do nich wody w pierwszym momencie dużych opadów. Z nich następuje parowanie, więc oddamy wodę do atmosfery. I tak naprawdę nie ma alternatywy. Możemy robić ogrody deszczowe, ale one też będą szczelne na takim podłożu, więc jeżeli dopłynie do takiego ogrodu za dużo wody, to ostatecznie nadmiar trafi do kanalizacji deszczowej.
Musimy się z tym pogodzić, że po prostu tam, gdzie nie ma odpowiednich warunków gruntowych, musi wodę przyjąć kanalizacja deszczowa lub rowy, jeśli akurat są.
A ten obszar na zachodzie Wrocławia jak jest duży?
Generalnie od Leśnicy aż do rejonu Stadionu Tarczyński Arena z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że będzie problem z rozsączeniem wody do podłoża ze względu na grunty ilaste. Natomiast zdarza się i tak, że po dwóch stronach jednej ulicy mogą być diametralnie różne warunki. Taka jest specyfika Wrocławia - ponieważ leży nad Odrą, a w zasadzie w dolinie Odry, gdzie mamy jeszcze inne rzeki, a przez to zróżnicowaną budowę geologiczną.
Dlatego żeby podejmować właściwe decyzje trzeba zrozumieć system wodonośny. Jeżeli popatrzymy na system jako na szereg wielu procesów, wielu połączeń, to wtedy doprowadzi nas to do właściwych decyzji i do ochrony zasobów w sposób racjonalny i w zgodzie z celami przyrodniczymi, środowiskowymi i z rozwojem miasta.
Nie ma zielonego Wrocławia bez błękitnego. Trzeba postawić między nimi znak równości. Jeśli nie będzie wody, to zielony Wrocław zrobi się suchy i szarobury. Możemy oczywiście ratować sytuację przez podlewanie, przez takie działania reaktywne, natomiast musimy widzieć to kompleksowo.
Dlatego we Wrocławiu powinniśmy stopniowo przechodzić od reagowania na widoczne skutki problemów z wodą do ich wcześniejszego rozpoznawania i przewidywania - poprzez monitoring, dane i stałą obserwację tego, jak działa cały miejski system wodny.
| Dr Krzysztof Chudy - hydrogeolog, wykładowca akademicki i praktyk zajmujący się zagadnieniami wód podziemnych, odwodnień oraz ryzyka środowiskowego w procesach inwestycyjnych. Zawodowo związany z Politechniką Wrocławską, gdzie prowadzi zajęcia z zakresu hydrogeologii, geologii inżynierskiej oraz dokumentowania warunków gruntowo-wodnych. Równolegle realizuje projekty dla sektora prywatnego i publicznego, przygotowując m.in. opinie hydrogeologiczne oraz analizy środowiskowe dla inwestycji infrastrukturalnych, przemysłowych itp. Aktywnie zaangażowany w działania na styku nauki, administracji i społeczności lokalnych. Jako lider powodziowy uczestniczył w działaniach podczas powodzi w 2024 r. we Wrocławiu, współpracując ze służbami i mieszkańcami przy ocenie sytuacji i przepływu informacji. Tworzy i rozwija inicjatywy związane z monitoringiem środowiska wodnego oraz wykorzystaniem nowych technologii (m.in. IoT i analizy danych) w hydrogeologii. |